poniedziałek, 13 października 2014

Top 10 (?) - okruchy życia

Zgodnie z obietnicą, tym razem moje ulubione okruchy życia, zawierające mniej dominujące ilości wątku romantycznego czy humoru - w tych przypadkach najważniejszy jest SoL.
PS Owszem, nie umiem liczyć. Ale nic mnie to nie obchodzi, w tym gatunku jest po prostu zbyt wiele dobroci, żeby ograniczyć się do marnej dziesiątki.

1. Mushishi - czy istnieje anime idealne? Prawdopodobnie nie. Istnieje za to Mushishi, któremu do ideału naprawdę niewiele brakuje. Zapierający dech w piersiach, wysublimowany zbiór opowieści o enigmatycznym podróżniku. Zaskakujące studium natury człowieka, ironicznie, wysługujące się monstrami. Zachwycająca gra światłocieni, delikatna muzyka, grana przeważnie na dzwonkach, flecie tudzież cymbałkach. Tła stanowiące istne arcydzieło, porażające bogactwem detali, żyjące. Wszystko to raczej smutne, acz często zwieńczane krótkim promyczkiem nadzieji, lekką nutką optymizmu. Seria dla dojrzałszego widza, oczekującego intelektualnej uczty - dla takiego Mushishi jest pozycją obowiązkową.
2. Gin no Saji - druga pozycja pretendowała również do zwycięscy kategorii komedia, postanowiłam jednak umieścić ją tu. Zderzenie mieszczucha z wiejską rzeczywistością faktycznie przysporzyło wiele okazji do iście genialnych gagów, ale to za chara development Hachikena oraz ogólną atmosferę Gin no Saji pokochałam tę bajkę. Komedia miesza się z wątkami nieco poważniejszymi; brak akceptacji u rodziców, poszukiwanie własnego "ja", niepewność odnośnie własnej przyszłości, presja otoczenia, a szczególnie własnej rodziny, problemy finansowe, zmuszające do podjęcia radykalnych decyzji. To wszystko, wraz z gronem absolutnie przesympatycznych bohaterów, oferują dwa sezony - wciąż liczę na trzeci.
3. Uchouten Kazoku - podium zamyka pozycja ledwo roczna i jednocześnie najbardziej underrated z całej listy. Imponująca grafika, niebanalna fabuła i bohaterowie w słodko-gorzkim, choć raczej z dominacją goryczy. Nieco groteskowe zestawienie okrucieństwa z jednej strony pozornie koegzystujących ze sobą ras wypada iście intrygująco i zdecydowanie przekonująco. Jednym z największych plusów są również relacje między bohaterami; sposób prowadzenia akcji tylko zachęca do zagłębienia się w więzi, jakie ich łączą. Ekscentryczna rodzina Shimogamo wprowadziła do gatunku przyjemny powiew świeżości. Nie jest to specjalnie lekka seria, skłania do rozmyśleń, jednocześnie nie przytłaczając depresyjnym klimatem.
4. Natsume Yuujinchou - czysty i niepodważalny dowód - wielosezonowe uniwersa nie muszą cierpieć na wyczerpanie materiału. Wręcz przeciwnie, wraz z postępem czasu, Natsume staje się lepsze i lepsze, a widz wciąż ma ochotę na więcej i więcej. Spokojny Takashi i uszczypliwy Nyanko-sensei stanowią przesympatyczny duet, uroku ciężko odmówić również stopniowo wprowadzanym bohaterom. Pojedyncze historie wręcz emanują ciepłem, atmosfera rozczula i rozwesela, nierzadko również  porusza. Z niezrozumiałych dla mnie powodów, uniwersum Natsume opatrzone jest targetową widownią "shoujo", mogę się jednak pokusić o stwierdzenie, iż jest w stanie trafić do niemal każdego.
5. Kimi to Boku - ot, bajka o grupce dojrzewających chłopców, uwielbiających spożywać drugie śniadanie na dachu, żartować z siebie nawzajem, spędzać czas we własnym gronie i cieszyć się beztroską młodością. Nuda? Skąd. Kimi to Boku stawia nastoletniość w bardzo pozytywnym świetle, błahe problemy takimi zostają, dramy ograniczają się do niewielkich niesnasek pomiędzy przyjaciółmi, cały ten okres jest ukazany jako przyjemny i wolny od trosk, nie tracąc przy okazji realizmu. Cała piątka to przesympatyczna, ale i niezwykle różna mieszanina, poczynając na zniewieściałym Shunie, sarkastycznych bliźniakach, Yuukim i Yuucie, idąc poprzez energetycznego Chizuru, a na kończąc na opanowanym Kaname.
PS Mary x Chizuru OTP forever and ever.


6. Tsuritama - kosmici, wędkowanie, a to wszystko w sosie z okruchów życia. Pisałam o Tsuritamie wielokrotnie, bo i warto często wspominać o tak piekielnie dobrej i jednocześnie smutnie niedocenianej bajce. Szóste miejsce w rankingu zapewnił jej optymistyczny klimat, zgrabnie przepleciony z delikatnym wątkiem dramatycznym, a przede wszystkim, przepiękne ukazanie rozwijającej się prawdziwej przyjaźni. Bliżej zainteresowanych, zapraszam do pełnej recenzji, popełnionej przeze mnie już jakiś czas temu:
http://hiyolandia.blogspot.co.uk/2014/02/eno-shi-ma-don-recenzja-tsuritamy.html
7. Kure-nai - prawdopodobnie najmniej znana pozycja z całego zestawienia, pozornie niewyróżniająca się niczym - ot, chłopiec zajmuje się dziewczynką, w tle przewija się jakaś wielka Drama, wymieszana z Suspensem, a na bohaterów czyha tajna Organizacja. Nic bardziej mylnego, o czym przekonywałam już w, notabene pierwszej, jednej z moich so-called recenzji. Zapraszam do lektury i naturalnie, seansu.
http://hiyolandia.blogspot.co.uk/2014/01/studium-trudow-zycia-codziennego-czyli.html
8. Kuragehime - nie cierpię się powtarzać, jednak po raz trzeci - ględzę i ględzę o Meduziej Księżniczce. Samą bajkę uwielbiam, choć mam z nią jeden problem; ni to pies, ni wydra. Otóż wątek romansowy obecny, ale nie dominujący, to samo z okruchami życia oraz komedią. Zamieszczam więc po raz kolejny i znowuż zachęcam do zapoznania się z dość obszerną recenzją, tkwiącej na Hiyolandii od kilku miesięcy, gdzie dokładnie wyjaśniam swoją mocno subiektywną opinię:
http://hiyolandia.blogspot.co.uk/2014/04/meduzia-ksiezniczka-i-przyjaciele.html
PS Z racji tego, iż Brains-Base cannot into kontynuacje, polecam również wciąż wydawaną mangę.

9. Non Non Biyori - i kiedy myśleliśmy, że w konwencji cute girls doing cute things nie da się nic wymyśleć, ten "gatunek" jest skazany na niechybną porażkę, jakaś zjebajkowa opatrzność rzekła "nie lękajcie się" - i w październiku roku 2013, zesłano nam Non Non Biyori. Serię, gdzie bohaterki są przesłodkie, a jednocześnie przezabawne. Serię odprężającą, interesującą i rozczulającą. Serię zwyczajnie wspaniałą. Zapowiedź drugiego sezonu wnosi na moją twarz wyraz bezgranicznego ukontentowania, tak samo jak zresztą czynił z nią seans kolejnych odcinków. Non Non Biyori bije na głowę większość moeprodukcji od KyoAni, pokazując idealny balans słodyczy oraz humoru. Nyanpassu!


10. Hanasaku Iroha - "praca kształtuje charakter" - i oglądając Hanasaku Irohę, ciężko się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Trochę to trywialne? Może. Za to niezwykle wciągające. No i cudowne pod względem graficznym, ale czegóż innego mogliśmy się spodziewać po P.A Works. I o tej bajce napisałam już recenzję, co chyba tylko świadczy o tym, jak bardzo szanuję pozycje z omawianego zestawienia. Zapraszam do lektury.
http://hiyolandia.blogspot.co.uk/2014/02/ah-te-japonskie-pensjonaty-recenzja.html

11. Usagi Drop - od nadmiaru słodyczy umrzeć raczej ciężko. Jeśli więc cierpicie na niedobór cukru we krwi - to pozycja idealna. A i pozostali powinni być ukontentowani. Usagi Drop pokazuje, jak cieszyć się z rzeczy małych, przedstawia rodzicielstwo, nawet samotne, jako dar, napawa optymizmem. Obserwujemy stopniowy rozwój ojcowskiego uczucia trzydziestolatka, którego świat wywrócił się do góry nogami, po zostaniu opiekunem nieślubnej córki własnego dziadka. Mała Rin i Daikichi to zgrany duet, potrzebujący co prawda czasu na dotarcie do siebie, jednak stający się niemal nierozłączny już po kilku odcinkach. Bajka wprost przeurocza i emanująca ciepłem, idealna na chandrę.
PS Nie czytajcie mangi. Po prostu... nie.
12. Chihayafuru - przyjaźń, samodoskonalenie oraz praca zespołowa. Było? Było. Ale jeszcze nie takie wyborne. Owszem, ja również dostaję wysypki tylko słysząc o "nakama power". Mimo to, dałam Chihayafuru szansę. I je po prostu pokochałam. Anyway, zanim znowu zacznę się powtarzać - po raz ostatni dziś, przysięgam, odsyłam do pełnej recenzji, w której rozpływam się nad tą bajką w większych detalach Naturalnie, do seansu zachęcam nawet bardziej. Kupujcie blureje, trzeci sezon Chihayi sam na siebie nie zarobi!
http://hiyolandia.blogspot.co.uk/2014/02/wizja-to-nie-wszystko-trzeba-ja-poaczyc.html
13. Welcome to N.H.K - hikikomori, tym razem na poważnie. Bajka ku przestrodze, ale w niezwykle przyjaznej odbiorcy formie, pełna zaskakująco ciekawych plottwistów, niebanalnych relacji pomiędzy bohaterami, zwieńczona bardzo profesjonalnym podejściem do tematu twórców - seria jest istną kopalnią wiedzy o omawianym zjawisku, a wszystkie podane weń informacje autentyczne. Czemu więc, pomimo tylu niewątpliwych zalet, prawdopodobnie czyniących z bajki niemal perfekcyjną, umieszczam ją stosunkowo nisko? Nie wiem, to chyba czysty subiektywizm, który bynajmniej nie powinien zrażać, bowiem Welcome to N.H.K jest pozycją niemal obowiązkową. A może to po prostu jeden wielki spisek. A przynajmniej tak powiedziałby główny bohater.

14. Minami-ke - choć miałam wątpliwości, czy nie umieścić Minami-ke w zestawieniu komedii, koniec końców doszłam do wniosku, iż do tego towarzystwa pasuje zdecydowanie lepiej. Owszem, klimat panuje zdecydowanie luźny, humor potraktowano jako temat przewodni, jednak w mojej subiektywnej opinii, ta bajka jest zwyczajnie zbyt spokojna i życiowa, by tkwić na tej samej liście z Nichijou czy Yuru Yuri. Wracając do konkretów - spójrzcie, kolejna moebajka, której wielu z was pewnie nie ma jeszcze na koncie i kolejny dowód, że owszem, da się, słodkie dziewuszki mogą wypaść ciekawie. Czuję się również w obowiązku wspomnieć, iż drugim sezonem zajęło się inne studio, co niestety poskutkowało spadkiem jakości grafiki - na szczęście, atmosfera pozostała niezmienna, a chara designy w następnych uległy znacznej poprawie.

15. Beck - tym razem listę zamyka, jak zwykle, last but not least, pozycja po raz kolejny zgoła inna od reszty. Beck jest bowiem serią muzyczną, nieco od wyżej wymienionych również poważniejszą. Paradoksalnie - mnie, nie licząc wyśmienitego soundtracku, rzecz jasna, najbardziej do gustu przypadł prezentowany humor. Perypetie młodego i niezgranego jeszcze zespołu doskonale ukazują, jak brutalny jest rynek muzyczny, nikt nikogo nie oszczędza, a nawet najbliższy przyjaciel to przede wszystkim, rywal. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie sam protagonista. Jak swoich senpajów kocham, wielokrotnie miałam ochotę porzucić serię tylko ze względu na tego przygłupiego dzieciaka, nieskalanego gramem rozumu i potrafiącego rujnować naprawdę niezłe sytuacje. Są jednak bohaterowie drugoplanowi, którzy zdecydowanie ratują całą bajkę - ale o nich polecam przekonać się samemu i zdzierżyć Koyukiego do czasu ich pojawienia.

3 komentarze:

  1. Z niecierpliwością czekałam na top 10 slajsolajfów! Zachęciłaś mnie do obejrzenia Mushishi, coś czuję, że to będzie moja kolejna animowana miłość.
    Wysłałam Ci na gadu-gadu zdjęcia kotałka, mam nadzieję, że dotarły c:.

    OdpowiedzUsuń