niedziela, 28 września 2014

Podsumowanie lata 2014.

Lato 2014 - sezon z ogromnym potencjałem na najlepszy sezon z ostatnich kilku, jeśli nie kilkunastu.
Lato 2014 - sezon z najbardziej zmarnowanym potencjałem ostatnich kilkunastu sezonów.
Cóż, pozostaje mi tylko życzyć nam wszystkim, aby jesień przyniosła obfitsze i bardziej wartościowe zbiory.

Akame ga Kill! - Akame znajduje się dopiero na półmetku, jednakże zdecydowałam się zamieścić je w zestawieniu nevertheless. Spadek początkowego poziomu jest boleśnie odczuwalny i choć w dalszym ciągu nie uznaję tej bajki za tak beznadziejną, jaką cieszy się opinią, czuję się mocno rozczarowana. Owszem, twórcy starają się odejść od typowego bezkrwawego, idealistycznego shounena, wybijając połowę obsady, również pierwszoplanowej, niektórzy bohaterowie faktycznie mają potencjał, to cliche jednak się przewijają (i to w sporej ilości), a losy postaci bywają bardziej irytujące, niźli wzruszające. Niespecjalnie podobają mi się wszystkie rozwiązania (jak chociażby kompletnie bezcelowa i niezrozumiała dla mnie śmierć pewnej bohaterki, bowiem bardzo łatwo było temu zapobiec, wystarczyłaby sekunda rozwagi). Póki co - słabe 6/10. Soundtrack bywa naprawdę wyśmienity.

Aldnoah.Zero - od początkowej ekscytacji i hypowania (wszak Urobutcher i chwytliwe hasło przewodnie, Let's justice be done, though the Heavens fall, które imho podnosiło ją w skali epickości o trzy stopnie za samo istnienie), przez smutne rozczarowanie ubogą zawartością, kończąc na byciu zadowoloną z porządnej końcówki. Istny rollercoaster; absurdy, jak chociażby przywracanie do życia łazienkowym defibrylatorem, częściowo balansowała naprawdę niezła fabuła. Nawet mechy fully CGI wyglądały cacy. Niekoniecznie mam ochotę na zapowiedziany już drugi sezon, jednak jego powstanie wydaje mi się raczej logiczne, pytań pozostawiono przecież wiele, a trzynaście odcinków to zazwyczaj za mało na stworzenie dobrej serii akcji. Mogę z połówką? Naturalnie, przecież znajdujemy się na moim blogasku. Jako krulofa mogę. 5.5/10

Ao Haru Ride - dlaczego. Proszę, niech ktoś chociaż spróbuje mi to wyjaśnić - jak można uznać Futabę za nietypową bohaterkę shoujo? Dziewczyna jest dziecinnie naiwna, często zachowuje się jak zwykła kretynka, nie będę znowu męczyć tematu "jestem zbyt piękna, więc nie mam przyjaciół"... dobrze, a może i będę; co takie stwierdzenie świadczy o postaci? Druga połowa okazała się trzy razy bardziej wyidealizowana, przedramatyzowana i zwyczajnie idiotyczna ("gdy wyjdzie z pociągu, będę go kochać, jak nie, to nie", "nie napiję się z tej butelki, co Ty, to przecież bezpośredni pocałunek!", "pomógł mi przejść przez strumień (skądinąd...wąski i niespecjalnie rwący), to mój książę z bajki, będę go kochać po deskę grobową", "jesteśmy zakochane w tym samym gościu, to na pewno koniec naszej przyjaźni!", "będę go prześladować, straci dla mnie głowę" itp itd). Pros? Soundtrack. Tła też się zepsuły, ale skrzypcowe utwory bywały iście prześliczne. 3/10. Niemal wyłącznie za ost.

Barakamon - Japońska kaligrafia pozostaje dla mnie wątpliwą sztuką, niemniej jednak nie mogę powiedzieć tego o samej serii, która jest wręcz idealnym slice of lifem w komediowym sosie. Perypetie Handy-senseia i przeuroczej Naru co tydzień skutecznie poprawiały mi humor, potwierdza się reguła, że kryptoyaoistki to najlepsze bohaterki, przeuroczy opening oraz ending, ogólnie miłość całym serduszkiem. 8/10!

DRAMAtical Murder -
Kolorowych panów
Dostaliśmy ciąg dalszy
Wciąż zachowują się jak stado patafianów
Twórcy grają nam na nosie, gejseksów nie dodawszy.

Biedniejszego soundtracku i tła to żadna bajka z tego sezonu nie miała. 3/10.

Fate/kaleid liner Prisma Illya 2wei! - druga połowa może i oszczędziła nam obrzydliwego loli-yuri fanserwisu, ba, miewała całkiem interesujące momenty, aczkolwiek głęboki niesmak pozostaje. Zapowiedź trzeciego sezonu nieco mnie przeraża. W swoim zdegustowaniu nie jestem nawet w stanie obiektywnie spojrzeć na naprawdę świetną stronę wizualną. Po prostu nie i już. 2/10.

Free!: Eternal Summer -  nowy sezon najpiękniejszej bajki od KyoAni sprowadza nowe klaty, nowe przeciwności losu, nowe radości i nowe dylematy. Atmosfera nieco się zagęszcza, chłopcy przestają być aż tak beztroscy (za wyjątkiem Nagisy, naturalnie, choć i on ma ciekawy wątek) - słowem, bajka. Druga seria utrzymuje, jeśli nie przewyższa, poziom poprzedniczki, jest równie sympatyczna, zabawna i po prostu...śliczna. Oczko w stronę yaoistek puszczano w niemal każdej scenie, fanserwis oczywiście obecny, choć łatwo można go zignorować, jeśli komuś wybitnie przeszkadzają dwuznaczności. 7/10 - i mam nadzieję, że widzimy się kolejnego lata!

Gekkan Shoujo Nozaki-kun - nie chcę się powtarzać, głębiej zainteresowanych zapraszam do półmetka sezonu, mogę rzec tylko jedno - najlepsza komedia tego roku so far. I jedna z lepszych, jakie widziałam w ogóle. Bajka w swojej klasie zwyczajnie perfekcyjna, takich zaskoczeń chcę więcej. Uwielbiam i mam szczerą nadzieję na kontynuację. 9/10!

Glasslip - kolejne, wprost fenomenalne anime, w którym bycie "atrakcyjnym" przesądza o wartości człowieka, każdy kocha każdego, ale nikt nikogo, biseksualizm idzie w parze z uczuciową monogamią, magiczne wisiorki ukazują przeszłość, pocałowanie ukochanej osoby to najgorszy możliwy koszmar, a kurczaki, nie dość, że noszą imiona filozofów, służą za swatki. Osobiście podejrzewam, iż za scenariusz, dialogi, chara designy oraz reżyserię odpowiedzialny był upośledzony szympans, tła robiła natomiast stała grupa animatorów z P.A Works. Bajka do cna pozbawiona logiki czy bohaterów. Tło piękne jak zwykle. 2/10. Too much for meh.

Haikyuu!! - jedna z najlepszych serii ubiegłego sezonu, nie będę się wypowiadać o niej w skali gatunku, wszak sportówki moim konikiem nigdy nie były, jednak jednego jestem pewna - KuroBasu, do którego Haikyuu!! bywa przyrównywane, bije na głowę. Bohaterom nie zdarza się wchodzić w dziwne "strefy", nie zasuwają niczym wieloletni zawodnicy NBA (czy jakkolwiek nazywa się siatkówkowy odpowiednik), boiska nie spowija para, trenerzy nie mają miernika mięśni w oczach... Let's stop right here, chyba tyle nam wystarczy. Sportówka, w której umiejętności nie dodaje nakama power, a faktyczny trening - nie mogę jednak powiedzieć, by moc przyjaźni nie została wspomniana w ogóle, na szczęście zrobiono to z wyczuciem, relacje pomiędzy bohaterami wypadły naturalnie i bardzo sympatycznie. Świetny pacing, meczy nie przedłużano na dziesięć odcinków, zakończenie pozostawia otwartą furtkę dla ewentualnej kontynuacji, na którą skrycie liczę. 7/10 - z Hiyową rekomendacją.

Hanamonogatari - Hanamono określiłabym enigmatycznie jako "inne", ale jednocześnie dalej panował w nim klimat znany z reszty uniwersum. Przede wszystkim, udział Araragiego ograniczono do zaledwie kilku scen, toteż ciężko tu mówić o zwyczajowej haremówce z cool dialogami. Naturalnie, same dialogi również wystąpiły - jeszcze więcej dwuznaczności, tym razem sporo rozważań na temat życia, szczęścia oraz istoty zła, bowiem właśnie na tych dwóch ostatnich najbardziej skupiała się seria. Nie ograniczono się do powszechnie już przecież znanych "żyj chwilą" tudzież "nie istnieje tylko czarne lub białe", trzej "najgłówniejsi" bohaterowie, czyli Suruga (cała bajka dla najlepszej dziewczynki!), Kaiki oraz Rouka (new girl) przedstawiali przy różnorakich okazjach swoje skrajnie różne poglądy. Gigantyczny chara development Kanbaru, nie jest już jedynie ekshibicjonistką z małpią ręką, dostaje dwie godziny tylko dla siebie, własną historię i własne problemy z niej wynikające, dowiadujemy się o jej przeszłości, relacji z nieżyjącą matką, a i sporo o samej matce. Ostatnie sceny - masterpiece, subtelne i poruszające. Nie zgadzam się z tym, co Suruga i Araragi uczynili pod sam koniec, niemniej jednak to tylko moje osobiste odczucia, spowodowane własnym skrzywieniem i w dalszym ciągu uważam, że było do esencjonalne do zakończenia oraz idealnie wpasowało się w nakreślony już schemat. Genialny twist, świetna akcja, absolutnie fantastyczne dialogi i monologi, a przede wszystkim...Kaiki z brodą i długowłosy Araragi ♥  Uniwersum Monogatari znowu udowadnia, iż bynajmniej nie cierpi na wyczerpanie materiału, wręcz przeciwnie, im dalej, tym lepiej. 8/10!

Himegoto - ...1/10

Jinsei - No rly, what was it even about? 4/10

Kuroshitsuji: Book of Circus - niewątpliwie i niezaprzeczalnie - najlepsza ekranizacja, skądinąd całkiem niezłej, mangi. W końcu dostajemy to, za co najbardziej lubię Kurosza; szaloną mieszankę makabry, komedii, blichtru, ostentacyjnego i wymownego fanserwisu. Audiowizualny cukiereczek, tym razem skrupulatnie podąża za pierwowzorem, przedstawiając wstęp, rozwinięcie i stanowcze zakończenie z przytupem. Atak Cyrku na rezydencję - jedna z bardziej epickich scen w sezonie. Warto być obeznanym przynajmniej z pierwszą serią, aczkolwiek do zrozumienia nie jest to absolutnie konieczne. 7/10, do recommend.

Love Stage!! - w Love Sejdżowej głupocie, naiwności, cukierkowatości, przesadzie...bawiłam się świetnie. Choć seria miewała niezłe momenty (jako chociażby stanowczość Izumiego czy troll-Rei), koniec końców i tak pozostała głupiutką, przesłodzoną gejbajką z dwójką dość mocno drażniących protagonistów. 4/10 - Rei x Shougo OTP.

Psycho-Pass New Edition - ni mniej, ni więcej, jak remake Psycho-Passa z nieco odświeżoną grafiką i kilkoma nowymi scenami. Dobrze było sobie przypomnieć fabułę w głębszych detalach przed nieubłaganie zbliżającą się kontynuacją. 8/10

Rail Wars!. - Nie traćcie czasu na to...coś. Nawet cycki i pociągi nie są porządne. Gigguk stworzył coś znacznie lepszego w niecałe osiem minut. Zdecydowanie rekomenduję zapoznać się z jego filmem, niźli serią (https://www.youtube.com/watch?v=7EKkAy-PfN4&list=UU7dF9qfBMXrSlaaFFDvV_Yg). 2/10

Re:_Hamatora - Poprawa. Nadeszła poprawa Czyli zmiana studia się opłaciła. Nie nazwę Hamatory specjalnie udaną czy chociażby interesującą serią, ale drugi sezon jest już w miarę przyzwoity. Grafice oszczędzono dziwnych plam czerni padających z różnych kątów, ogólnie ogarnięto kolorystykę, nieco ją stonowano, tła bywają zacne. Art w roli antagonisty miał szansę wykazać się czymś prócz ładnego głosu (obviously, tego bynajmniej mu nie poskąpiono), dostaliśmy kilka backstories bohaterów, załatano parę dziur fabularnych. 5/10, to wciąż nie moja para kaloszy, a inspiracje Darker than Black są aż nazbyt widoczne.

Shounen Hollywood: Holly Stage for 49 - optymistyczna bajka o aspirującej do zostania idolami grupce młodzieńców, stawiającej w biznesie swoje pierwsze kroki, a przy tym niemiłosiernie nudna i przeciągnięta. Tragedii nie było, jednak nijacy bohaterowie oraz praktycznie brak rozwoju fabuły nie pozostawiają dobrego wrażenia. Drugi sezon? They must be kidding. 4/10.

Space Dandy 2nd Season - bajka-rollercoaster, od fantastycznych, do cokolwiek biednych odcinków, still, oślepia mnie miłość do Dandiego i spółki, toteż drugi sezon kupuję w całości. Fantastyczna muzyka od Yoko Kanno, schludna grafika i nieprzewidywalność, kontynuacja zawiera wszystko to, za co polubiłam serię. I po raz kolejny - nie, to nie jest kolejny Cowboy Bebop. Bo i nie miał być! 7/10

Sword Art Online II - W swojej głupocie, naiwności, przewidywalności oraz zwyczajnej i bezbrzeżnej beznadziei, ten sezon jest po prostu przezabawny. Wait, to brzmi trochę jak opis Love Stage. Shinkawa-kun recommends. 3/10


Tokyo ESP - Nie powiem - zaczynało się sympatycznie. Ot, bajka, jakich wiele, za to z fajnymi bohaterami. Im dalej w las, tym bardziej bolało. Patos zaczął się piętrzyć gdzieś w okolicach odcinka ósmego (correct me if I'm wrong) i osiągnął istne apogeum w finale. Dostaliśmy jakiś zalążek wątku romantycznego, tylko po to, by na dobrą sprawę nigdy go nie rozwinąć. Po dwudziestym razie, jękliwe "Azuma-san!" naprawdę wywołało u mnie dziką chęć przyrżnięcia w ekran. Plus za zacny soundtrack. 5/10

Tokyo Ghoul - Kolejne rozczarowanie, kolejny, zmarnowany potencjał, kolejna ofiara zupełnie niepotrzebnej cenzury, kolejny, drażniący protagonista. To bolało. 4/10

Yama no Susume: Second Season - Naprawdę w życiu nie spodziewałabym się, że to powiem, ale... to jedna z lepszych bajek tego sezonu. Nie, nie ma w niej dużych robotów, wielkich dram, świetnego antagonisty (w ogóle go nie ma, no lolz, to bajka o wchodzeniu na pagóry, bo "górami" ciężko niektóre z obieranych szczytów nazwać), za to są moemoe bohaterki, które w swojej słodyczy nawet nie irytują.  Przyjemne oglądadło; wydłużony czas antenowy w dużej mierze przysłużył się wzrostowi mojej sympatii do tytułu od czas serii pierwszej. 6/10

Zankyou no Terror - Nigdzie indziej terroryści nie są "tymi dobrymi", detektywi nie znają na pamięć każdej istniejącej mitologii, policja nie jest tak bezradna w walce z dwoma dzieciakami, a proste pomysły nie zostają tak efektownie spartolone. Niestety, definitywna wydmuszka; pomimo pięknej strony wizualnej (chara designy są imho najlepsze w sezonie) i wprost zachwycającego soundtraku, anime jest strasznie nierówne, ma beznadziejny pacing (ot prawie cały odcinek poświęcony drzemce Lisy, na przykład), bywa zwyczajni nudne, a zakończenie to jakiś żart. 5/10 - parafrazując, miało być dobrze, a wyszło jak zwykle.

Hiyowe top 10 sezonu:
1. Gekkan Shoujo Nozaki-kun
2. Barakamon
3. Hanamonogatari
4. Free! Eternal Summer 
5. Kuroshitsuji: Book of Circus
6. Haikyuu!!
7. Space Dandy 2nd Season
8. Yama no Susume 2nd Season
9. Psycho-Pass New Edition
10. Akame ga Kill!

2 komentarze:

  1. Zadziwiła mnie tak niska ocena Zankyou no Terror (stoję na bodajże 6-7 odcinku także nie wiem co tam dalej napartolili). Seria, która zapowiadała się perełką sezonu otrzymała nijaką 5? Wowowo, chyba muszę zapoznać się z resztą odcinków skoro Twoim zdaniem seria tak się zdupiła. Hiyo, Twoje podsumowanie zachęciło mnie do kończenia sezonowych serii, chciałabym mieć na to czas.

    Ps. Gekkan Shoujo Nozaki-kun&Barakamon love4ever
    Ps2. Piękne melodie na blogasku (chciałam to napisać już wcześniej, ale chuiwiedlaczego nie mogłam dodać komentarza do żadnej notki 8|).
    Ps3. Dołączyłam do grupy właścicieli kotów. Także pozdrowienia ode mnie i Biszkopta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspomniałam, Zankyou okazało się smutnie bezsensowne, a końcówka wciąż doprowadza mnie do niekontrolowanych spazmów. Szkoda dobrej bajki; zmarnowany potencjał boli wszakże bardziej, niźli jego brak.

      PS Kurosza też szanuję, swoją drogą.
      PS 2 Dziękuję, sama słucham ich całymi dniami ;-;
      PS 3 Czekam na fotografię w takim razie.

      Usuń